Sześciorgiem oczu…

Data publikacji: 2020-11-19

Sześciorgiem oczu…

Czy jeżeli praktykujący, z wieloletnim stażem i tytułem specjalisty chorób świń, lekarz weterynarii ma własną fermę, to dla użytkowanych tam zwierząt jest to lepsze czy może gorsze rozwiązanie, bo podobno „szewc bez butów chodzi…”!?

Na tak postawione pytanie dr Kazimierz Plebanowicz, po krótkim namyśle, odpowiada dyplomatycznie z charakterystycznym dla siebie spokojem i nie znikającym z twarzy uśmiechem: „ Jest na pewno nieco inaczej…”
Ale natychmiast wyjaśnia, że jeżeli na hodowane zwierzęta patrzy się jednocześnie oczami ich właściciela, a zarazem hodowcy i lekarza weterynarii, to wszystkie ewentualne problemy oraz produkcyjne szczegóły i niuanse postrzega się znacznie szerzej, a chciałoby się powiedzieć znacznie lepiej.
A kiedy jeszcze w dodatku ta sama osoba jest zarazem szefem produkcji roślinnej w tym samym gospodarstwie to, chcąc nie chcąc, na wszystkie etapy produkcji zwierzęcej i roślinnej musi patrzeć sześciorgiem oczu.

Uprawiając ziemię, siejąc zboże, stosując herbicydy czy fungicydy, trzeba pamiętać, że właśnie już w tym momencie decyduje się o jakości paszy, a więc o zdrowiu i produkcyjności swoich „podopiecznych”. Cała produkcja zbóż w liczącym, wraz z dzierżawą, ponad 100 hektarów gospodarstwie pana Kazimierza przeznaczana jest na produkcję pasz dla liczącego ponad 250 loch stada trzody chlewnej.

Zatem hodowca, lekarz i agronom w jednej osobie to dobre połączenie dla prawidłowego funkcjonowania hodowli i przynosi wymierne efekty produkcyjne. Zwłaszcza kiedy właściciel fermy całe swoje czterdziestoletnie zawodowe życie poświęcił pracy lekarza weterynarii, a pracy w rolnictwie i pracy ze zwierzętami znacznie więcej. Pan Kazimierz pochodzi, bowiem z gospodarstwa w Wohyniu, w którym dzisiaj znajduje się Jego ferma. Tu się urodził i tu pracował wraz z rodzicami stopniowo poznając arkana pracy na roli.

Pan dr Kazimierz Plebanowicz prowadzi prywatną praktykę weterynaryjną w Radzyniu Podlaskim w województwie lubelskim. I choć rodzinne gospodarstwo w Wohyniu położone jest w odległości kilkunastu kilometrów od Radzynia, pomysł uruchomienia tutaj fermy trzody chlewnej narodził się stosunkowo późno, bo dopiero w 2006 roku.
Wcześniej budynki były wykorzystywane do produkcji opasów, gospodarstwo dysponuje sporym areałem łąk, a tym samym dobrej jakości siana.

Wielokrotnie w zaadoptowanych budynkach po dawnej oborze i stodole pan Kazimierz prowadził tucz warchlaków z zakupu.
Zamysł uruchomienia fermy świń powstał na początku lat dwutysięcznych. Projektując, mający powstać w niedługim czasie obiekt na około 300 loch uwzględniono i wykorzystano istniejące już budynki. Jednak w znacznym stopniu uniemożliwiło to opracowanie optymalnego projektu. Z perspektywy dziesięciu lat funkcjonowania tego obiektu właściciel żałuje decyzji sprzed lat i jak każdy, który ma już w życiu za sobą jakąś budowę, powtarza, że dzisiaj zrobiłby to zupełnie inaczej.

Warunki środowiskowe fermy w Wohyniu powoli zaczynają „dopominać się o małą korektę”, a co za tym idzie o kolejną modernizację i przeróbki. Jednak kiedy została oddana ona do użytku, w roku 2006, uwzględniała ówczesne wymagania w zakresie warunków środowiskowych i produkcyjnych oraz spełniała wysokie potrzeby zwierząt, którymi została zasiedlona.

Najlepszym dowodem powyższych słów są wyniki, którymi w pierwszych cyklach produkcyjnych mógł się pochwalić pan Plebanowicz. Przez pierwsze lata hodowca odsadzał od 13,6 do 13,8 prosiąt z miotu. Prosięta, zarówno wówczas, jak i w chwili obecnej odsadzane są od loch w 24 – 26 dniu, w masie ciała od 7,5 do 8,0 kg.
Na powyższe wyniki, jak w każdej hodowli, ma wpływ wiele czynników. Jednym z nich jest niezmienny najwyższy status zdrowotny stada. W gospodarstwie położonym daleko od dróg publicznych, w pobliżu którego nie ma żadnych innych hodowli świń i, w którym pod codziennym nadzorem lekarza weterynarii przestrzegane są zasady bioasekuracji nie może być inaczej.

Jednym w głównych czynników determinujących wyniki produkcyjne tej hodowli, jak twierdzi jej właściciel, jest genetyka. Powstała w roku 2006 ferma zasiedlona została popularnymi w tamtym okresie „jagodziankami” z Agro-Sokołowa, z fermy w Jagodnem.

Stado podstawowe liczyło wówczas 200 sztuk. Pierwsze, cytowane wyżej wyniki, uzyskiwał pan Kazimierz właśnie z udziałem tej „genetyki”. Potem były próby dołączenia do stada loszek pochodzących z niemal wszystkich funkcjonujących na polskim rynku firm oferujących żeński materiał genetyczny. Po kilku latach doświadczeń dr Plebanowicz decyduje się pozostać na stałe klientem firmy Choice Genetics.
Ferma liczy obecnie ponad 270 loch w stadzie podstawowym, rocznie odchowuje się i sprzedaje od jednej lochy ponad 28 prosiąt. Stado w całości jest inseminowane. Do inseminacji loch przeznaczonych do remontu stada nasienie knurów zakupywane jest w Stacji Unasieniania Loch należącej do firmy Choice Genetics, na pozostałe lochy w Stacji Unasieniania Loch WETROL. Oprócz fermy trzody chlewnej pan Kazimierz prowadzi niewielkie stado bydła – opas buhajków. W poszukiwaniu optymalnych rozwiązań, zarówno w aspekcie produkcyjnym, jak i ekonomicznym dr Plebanowicz, w roku 2015, nawiązuje współpracę z Wytwórnią Pasz LIRA w Krzywiniu. Oprócz doradztwa w zakresie żywienia zwierząt oraz rozrodu firma LIRA dostarcza do fermy w Wohyniu m.in.: pasze pełnoporcjowe dla loch i loszek hodowlanych oraz prestartery PORCUS: PLATINUM, GOLD i SILVER. Ponadto MPU i MPU Mineralna oraz inne składniki do produkcji pasz w gospodarstwie. Wszystkie wyprodukowane tutaj zboża oraz przygotowywane w przyfermowej mieszalni pasze wysyłane są, systematycznie, do analizy w laboratorium paszowym w Krzywiniu.

Nieustannym problemem pana dr Plebanowicza jest chroniczny brak „rąk do pracy”.
I zamiast być właścicielem i lekarzem weterynarii, p. Kazimierz musi być również chlewmistrzem, a także traktorzystą, kombajnistą i operatorem maszyn.

Kiedy się spotykamy zadziwia nas to, jak ten nadzwyczaj zajęty hodowca znajduje czas na wszystko, w tym także na niemal nielimitowany czas na spotkania z doradcami i przedstawicielami licznych firm z różnych branż.
I zawsze jest niezwykle spokojny, pogodny i uśmiechnięty. I, jakby na przekór wszystkim, nigdy nie narzeka…

Drogi Kazimierzu,
Życzymy dalszej nieustającej pogody ducha, wiecznego optymizmu oraz wszelkiej pomyślności!

                                                                                                                                                  TRZODA CHLEWNA 12/2017 Marek Gasiński


sklep chrupka.eu Strefa dzieci
Strona używa cookies (ciasteczek). Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. X