Bacciarelli i Inni

Data publikacji: 2021-04-06

Bacciarelli i Inni

Kiedy trafia się po raz pierwszy do zazwyczaj nieznanej dotąd miejscowości, zaczyna się ją odtąd postrzegać niemal wyłącznie przez pryzmat nowo poznanych tam hodowców, fermy lub hodowli trzody chlewnej. Kiedy jednak czy to w czasie rozmów z mieszkańcami – hodowcami, czy po poszperaniu w przepastnych otchłaniach pamięci komputera okazuje się bardzo często, że ta niewielka miejscowość kryje jakieś swoje historyczne tajemnice. Często nieznane nawet jej rdzennym mieszkańcom.Tak jest też w przypadku niewielkiej, bo liczącej około trzystu osób wsi, w której mieszkają i pracują bohaterowie tego reportażu państwo Stańczykowie. A mieszkają tu już od bardzo dawna, bo najmłodszy z hodowlanej dynastii pan Marcin opowiada, że hodowlą zajmował się już Jego pradziad. Osiek to wieś położona jest w gminie Kocierzew Południowy, w powiecie łowickim, w województwie łódzkim. Nazwa miejscowości pochodzi od drewnianej, zlokalizowanej zazwyczaj w lesie warowni lub umocnienia obronnego, zwanego w języku staropolskim zasieką. Po raz pierwszy miejscowość pojawia się (prawdopodobnie pod nazwą Oschyek) w dokumentach w początkach XV wieku, a data jej lokacji to rok 1443. Była ona wówczas wsią klucza łowickiego arcybiskupów gnieźnieńskich. W roku 1768 król Stanisław August Poniatowski podarował ją swojemu nadwornemu malarzowi Marcello Bacciarellemu i przez kolejne długie lata Osiek pozostała w rękach tej rodziny. Z tych czasów zachował się do dzisiaj modrzewiowy dwór, który w roku 1982 potomkowie malarza wykupili z Państwowego Funduszu Ziemi z zamiarem przywrócenia mu pierwotnego charakteru. Obecnie zarówno dwór, jak i rozległy park dworski wpisane są do rejestru zabytków. Pan Marcin Stańczyk przedstawiając historię swojej rodziny nie sięga wspomnieniami w aż tak odległe dzieje i ogranicza się do czasów, kiedy hodowlą trzody chlewnej zajmował się Jego pradziadek. W tamtych czasach było to gospodarstwo, jak niemal wszystkie w tym okresie, niewielkim wielokierunkowym gospodarstwem rolnym. Oprócz produkcji roślinnej prowadzonej na parohektarowym areale hodowano tu krowy, świnie i drób. Przełomowym momentem był rok 1988. Właścicielem gospodarstwa był wówczas dziadek pana Marcina – Jan. W tym okresie wraz z dziadkiem współgospodarował już ojciec Marcina, pan Stanisław. Obaj panowie zaplanowali wybudowanie budynku gospodarczego z przeznaczeniem go na hodowlę zwierząt. Połowa miała być chlewnią a druga połowa oborą. W trakcie budowy zmienili jednak plany i postawili zająć się na serio wyłącznie hodowlą świń. W końcowym efekcie stanęła pierwsza w historii tego gospodarstwa chlewnia „z prawdziwego zdarzenia”. Doskonale wyposażona i wykończona, jak na ówczesne czasy. Tym samym rozpoczął się, trwający do 2000 roku nowy etap gospodarstwa specjalistycznego. Hodowano tu wówczas świnie krajowych ras białych: polskiej białej zwisłouchej i wielkiej białej polskiej. Stado liczyło wówczas 15 loch, hodowla prowadzona była w tzw. cyklu zamkniętym. Całe stado już wówczas było inseminowane, a trzeba w tym momencie przyznać, że nie było to jeszcze wówczas powszechne. Ale kolejni gospodarze w Osieku zawsze byli miłośnikami postępu i nie stronili od nowości, zwłaszcza tych, które niosły za sobą poprawę wyników i, co oczywiste, poprawę opłacalności produkcji. W roku 2000 pan Stanisław podejmuje decyzję o rozbudowie i modernizacji dotychczas posiadanych budynków i pomieszczeń inwentarskich. W dawnej stodole zostają zainstalowane kojce porodowe  i budynek ten staje się porodówką. Pozwala to na powiększenie stada podstawowego do 21 loch. Po tych przeróbkach okazało się, że można jeszcze lepiej i racjonalniej wykorzystać posiadaną „bazę lokalową” i w krótkim czasie pan Stanisław uruchamia nową odchowalnię. W efekcie tych decyzji i kolejnych zmian stado zostaje powiększone do 40 sztuk, produkcja odbywa się w oparciu o stworzone grupy technologiczne – 5 grup po 8 loch w każdej. Produkcja ruszyła „z kopyta” a na efekty pracy w grupach technologicznych nie trzeba było długo czekać.
Nastał rok 2004, a wraz z nim pojawiły się nowe problemy. To okres intensywnego importu warchlaków do Polski. Około 30-to kilogramowe prosięta z Danii i Holandii w cenie 150-160 zł za sztukę stały się poważną konkurencję dla materiału krajowego. Nadszedł czas dylematów i przemyśliwań, czy nie warto by pomyśleć o hodowli w cyklu otwartym. W międzyczasie hodowca zakupuje duński materiał genetyczny. 
Na przełomie lat 2007/2008 pojawia się w chlewni w Osieku „nowa siła” i „nowa krew” krew w postaci 16 loszek z Danii. Na efekt tej decyzji nie trzeba było długo czekać nowe lochy rodziły znacznie więcej prosiąt, a precyzyjnie wyselekcjonowane lochy w dawnego stada wspomagały je w charakterze tzw. mamek. Kolejny zakup duńskich loszek utwierdził pana Stańczyka w słuszności tej decyzji. Średnia liczba odsadzonych prosiąt od lochy wzrosła do ponad 12,5 sztuk. Przed dolewem świeżej krwi do stada, od 40 loch sprzedawano od 500 do 600 tuczników, ze stada z udziałem materiału duńskiego liczba to wzrosła do ponad 900 sztuk rocznie. W roku 2012 samopławialna tuczarnia szybko została przerobiona na budynek komorowy na głębokiej ściółce, teraz trzeba było szybko przerobić ją na pomieszczenie z plastikowym rusztem.W roku 2011, zaraz po ukończeniu Technikum Agrobiznesu w Łowiczu na kierunku hodowli trzody chlewnej pan Marcin włącza się, już na dobre, w rodzinną hodowlę. Z perspektywy dziesięciu lat opowiada, że od zawsze chciał być rolnikiem, ale nigdy nie myślał, że to właśnie trzoda chlewna stanie się głównym kierunkiem Jego działalności. Cóż, nie On pierwszy i pewnie nie ostatni, któremu Życie napisało scenariusz inny od zaplanowanego…

Tak radykalna poprawa wyników produkcyjnych spowodowała, iż w roku 2017 zapada decyzja o powiększeniu stada o 100 %. Panowie Stanisław i Marcin stanęli przed nie lada dylematem. Po raz kolejny przerabiać i zmodernizować posiadane budynki, czy wybudować nowy obiekt? W 2018 roku zapada ostateczna decyzja o budowie całkowicie nowej fermy na 210 loch, zorganizowanej na produkcję w cyklu otwartym. W miejsce dotychczasowej, starej chlewni powstaje odchowalnia na 1200 prosiąt. Jest to obiekt w pełni nowoczesny, wszystko jest tu doskonale przemyślane i szczegółowo zaplanowane. Panowie Stanisław i Marcin, objechali i obejrzeli bardzo wiele ferm. Jak mówi Marcin, obejrzeli wszystkie, których właściciele chcieli Im je pokazać. Do, niewątpliwie ciekawych rozwiązań należy zaliczyć system wentylacji kanałowej. Od strony północnej fermy, pod korytarzem paszowym znajduje się kanał, którym jest zaciągane powietrze z zewnątrz. Jest ono tam wstępnie ogrzewane, stamtąd dostaje się do korytarza transportowego i dalej przez wentylatory wciągane jest do komór. Innym ciekawym rozwiązaniem tej fermy jest utrzymywanie loch „w otwarciu”. Po inseminacji lochy przebywają zamknięte w kojcach indywidualnych, skąd na 2-3 dzień po pokryciu trafiają do kojców otwartych. Bardzo interesującym i skutecznym w praktyce jest system dozowania pasz lochom na porodówkach. Locha sama pobiera sobie paszę z dozowników. Każdą, która nie pobrała pierwszej partii dziennej dawki można natychmiast „wyłapać” i poszukać przyczyny braku apetytu. Pasza zadawana jest automatycznie poprzez system wciągarek i dozowników kulowych. Zwierzętom na porodówkach 3 razy na dobę, pozostałe dwa razy.
Na uwagę zasługują również budki dla najmłodszych prosiąt w pomieszczeniach porodowych. 60 budek wyposażonych wyłącznie w maty gumowe i stuwatowe promienniki doskonale sprawdza się w praktyce. Innym ciekawym rozwiązaniem zastosowanym na fermie jest żywienie symultaniczne. W starej chlewni w kojcach zbiorowych, kiedy pasza była zadawana ręcznie lochy, które pobierały najszybciej paszę odjadały swoje rówieśnice. Bardzo szybko uporały się ze swoją porcją i odpychały od koryta te wolniej jedzące sztuki, a w związku z tym zawsze zwierzęta te bardzo się różnicowały. Obecnie zastosowany paszociąg symultaniczny dozuje lochom wyznaczoną im dawkę w systemie ciągłym. Pasza bardzo powoli, ale bez przerwy osypuje się do koryt, przez co każda z loch „pilnuje” swojego miejsca i nie wyjada paszy innym samicom.

We wrześniu 2019 na fermę wjechały pierwsze loszki zakupione w Danii. Na przełomie października i listopada pierwsze z nich były już inseminowane. Hodowcy w początkowym okresie korzystali z nasienia z Niemiec, obecnie wyłącznie z nasienia nabywanego w jednej z renomowanych, krajowych stacji knurów. Skuteczność inseminacji w ostatnich grupach kształtuje się na poziomie 89 – 90 %. W pierwszych grupach loszek odsadzono 13,3 – 13,8 prosiąt w miocie, w obecnie odsadzanych grupach wartość ta wynosi 14,8 sztuk. Za cały okres funkcjonowania fermy odsadzono, średnio w 28 dniu życia nieco ponad 14,6 prosięcia od lochy z miotu. Masa odsadzeniowa tych prosiąt to ponad 6,5 kg. Wyniki uzyskiwane w rozrodzie to m.in.: efekt doskonałej genetyki, statusu zdrowotnego stada, prawidłowego zarządzania produkcją oraz dobrej jakości nasienia i właściwie prowadzonego rozrodu ze wszystkim jego detalami. Pan Marcin podkreśla, że współautorem zarówno tego najmłodszego sukcesu jak i powodzenia hodowli państwa Stańczyków w minionych latach, jest z pewnością obsługujący i nadzorujący od wielu lat chlewnię lekarz weterynarii – hyopatolog, specjalista chorób świń dr Henryk Golan. Jego wiedza, fachowość i profesjonalizm oraz charyzma są niezwykle ważnymi atrybutami w tej wieloletniej współpracy. Za Jego sprawą ferma w Osieku bierze udział w pilotażowym programie bezigłowych szczepień profilaktycznych.
Pan Marcin upatruje przyczyn sukcesu również w paszy flushingowej, którą przygotowuje osobiście w swojej mieszalni. Lochy otrzymują ją od około tygodnia przed odsadzeniem prosiąt do około tygodnia po pokryciu, a następnie samice otrzymują paszę dla loch prośnych. Warto dodać, w tym miejscu, że obecnie cała produkcja roślinna przeznaczona jest na produkcję pasz. Jednak w stosunkowo niedawnej historii 25 hektarowego gospodarstwa pojawił kilkuletni się incydent z produkcją młodych ziemniaków do konsumpcji. Gospodarstwo posiada nowoczesną mieszalnię a hodowcy sami produkują pasze dla wszystkich grup technologicznych z wyjątkiem najmłodszych prosiąt.

Ferma państwa Stańczyków z Osieka to świetny przykład gospodarstwa rodzinnego. Pracują tu tylko dwie osoby: pan Stanisław, pan Marcin i, jak określa żartobliwie Marcin od czasu do czasu „hobbystycznie” mama. Żona pana Marcina prowadzi całą księgowość, ponieważ hodowcy sprzedają 98-99 % odchowanych prosiąt. Jest więc trochę dokumentów „do przerzucenia”.

Kiedy synowie słynnego malarza doprowadzili rodowy majątek w Osieku do pełni rozkwitu pewnie nie spodziewali się dwa wieki później będą tu gospodarować ich godni naśladowcy…                                                                   


Autor: Marek Gasiński, specjalista ds. rozrodu trzody chlewnej w Wytwórni Pasz LIRA w Krzywiniu
Trzoda chlewna 03/2021


sklep chrupka.eu Strefa dzieci
Strona używa cookies (ciasteczek). Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. X